Miasto cierpi nie tylko od wojen

Miasto cierpi nie tylko od wojen

Wojny i wszelkie zbrojne konflikty nigdy nie przynosiły zmuszonym do obrony miastom nic dobrego, przeciwnie, wiązało się to ze zniszczeniami, utratą tempa rozwoju, ludzka biedą i śmiercią. Jednak Kopenhaga, jak wiele innych europejskich miast, zawsze po tych nawałnicach nadrabiała straty i powracała do normalnego życia. Dużo trudniej było się podnieść miastu po innej zgoła klęsce. Była nią epidemia dżumy, która co jakiś czas nawiedzała duże zwłaszcza miasta i pozostawiała je wymarłe i spustoszone, nie znano bowiem lekarstwa na tę straszną zakaźną chorobę, ani sposobów na jej zapobieganie .Epidemia dżumy nawiedziła Kopenhagę w roku 1711 i pozbawiła miasto 1/3 mieszkańców. Kilkanaście lat później dotknęło duńska stolicę inne nieszczęście. Był to wielki pożar, który w roku 1728 pochłonął 2/5 zabudowy miasta. Kopenhaga płonęła przez trzy dni i noce, a ofiarą żywiołu padło 1670 domów oraz niepoliczalne dobra kultury. Zwykle taka klęska staje się impulsem budowlanym dla miasta. Tak tez stało się w stolicy Danii. Odbudowa tkanki miejskiej po pożarze miała już inny charakter stylistyczny niż to, co spłonęło. W ten sposób część miasta zyskała styl barokowy. Kopenhagę nawiedzały jeszcze później groźne pożary – w 1794 roku spłonęła rezydencja królewska, Christiansborg, a w rok później płomienie znów szalały nad najstarszą częścią miasta niszcząc 941 domów.